3 - Rodzina Collins
W mikrofalówce była mrożona pizza. Stałam i czekałam na sygnał, kiedy będę mogła wyjąć ciepłą pizze. Tata z Dominikiem oglądali jakiś mecz. A ja nie mogłam zapomnieć o tym, co zobaczyła.
- A jednak mi się tylko przewidziało? Jakby cos tam było przecież oni też by to zobaczyli. Duchy nie istnieją i nic w tym stylu. – Ocknęłam się na dźwięk mikrofalówki. Po chwili cała nasza trójka siedziała na kanapie i oglądała mecz.
W nocy obudził mnie dźwięk dwóch ścigających się lokomotyw jakby się ścigały, która dotrze pierwsza na miejsce. Chrapanie moich chłopaków nie dało mi zasnąć. Spali na podłodze w śpiworach a ja na kanapie. Cały czas myślałam o moim nowym pokoju. A może Dominik się ze mną zamieni? Wstałam i zaczęłam chodzić po salonie potem przeniosłam się do kuchni a w rezultacie wyładowałam na przedpokoju, jakby cos mnie przyciągało do schodów. Zapaliłam światło, żarówka zaczęła mrugać jakby za chwile się miała spalić, założyłam słuchawki i włączyłam Hana Pestce - These Two Hands Zawsze muzyka dała mi otuchy. Zaczęłam pewnym krokiem wchodzić na schody i po chwili znalazłam się prze drzwiami, złapałam za klamkę, ale drzwi nie drgnęły
- Co jest do licha!? – Powiedziałam do siebie. Próbowałam jeszcze kilka razy je otworzyć, ale bez rezultatu.
- A może się tylko zacięły, na pewno, Dominik da sobie jutro z nimi radę. – Zeszłam do salonu szturchnęłam ojca i Dominika i przestali chrapać a ja zasnęła ze słuchawkami w uszach.
Przebudziłam się, nikogo nie było w salonie a z kuchni dobiegł mnie czyjeś kroki. Przetarłam oczy i poszłam do kuchni.
- Witaj Julio. – Przywitał mnie szorstki głos. Było to Parsifal.
- Dzień dobry. – Odpowiedziałam. Chociaż miałam ochoty nic nie mówić, ale byłam dobrze wychowana. Nagle wpadł do kuchni Dominik i napadł na mnie krzycząc i czymś wymachiwał.
- Tylko zobacz, co dostałem. – Gdy udała mi się zanalizować błyszczące klucze, które trzymał w ręku wrzasnęłam.
- Dostałeś samochód!?
- Tak! Pan Parsifal mi podarował, choć zobaczyć! – Złapał mnie za rękę i po chwili stałam przed nowym Porsche Boxster S. Ze zdumienia otworzyłam usta, nie mogłam uwierzyć, że dostał ten samochód, Lubiłam samochody firmy Porsche Oczywiście miałam raz okazie się nim przyjechać, ojciec kolegi sobie kupił i był tak miły, że dał mi się nim przejechać, ale oczywiście na podwórku, ale kilka kółeczek udało mi się zrobić i zakochałam się. Nawet nie wiem, kiedy jak Dominik wsiadł i zaczął się popisywać przed domem.
- Dla ciebie też mam. – Usłyszałam znów znienawidzony przez ze mnie głos, było tyle w nim nienawiści w moją stronę. Odwróciłam się do niego.
- Co takiego? – I wtedy wyjechał z tyłu domu Porsche Cayenne TURBO. To już była terenowa wersja jakby wiedział że wole terenówki jak ojciec. Czarny samochód stanął przed nami, wysiadł z niego młody mężczyzna i podał Parsifalowi kluczyki i odszedł.
- Proszę. – Miałam ochotę wziąć je od niego i popisywać się tak jak Dominik, ale wtedy miał by tą satysfakcję, że i ja dałam się nabrać.
- Nie dziękuje. – Znikł z jego twarzy głupkowaty uśmieszek a pojawił się grymas.
- Nie chcesz samochodu? – W jego głosie wyczułam gniew.
- Bardzo Panu dziękuje, ale zadowolę się rowerem. – Nic lepszego nie mogło mi przyjść do głowy chciałam się puknąć w nią, ale zaczekam jak będę sama.
- Rower!? – Kiwnęłam tylko głową. – Nie długo śnieg spadnie a tu potrafią być dość mroźne zimy, przecież jesteśmy w Kanadzie! – Próbował mi to uświadomić tak jakbym nie wiedziała gdzie jestem.
- To przerzucę się na komunikację miejską. – Wyczuł, że nic nie wskóra, kiwną głowa i mężczyzna znowu był przy nas, wziął od niego klucze, wsiadł do samochodu i odjechał. Parsiwal uniósł kapelusz i powiedział.
- Do zobaczenia Julio.
- Do widzenia. Mmm Gdzie mój tata? – Odwrócił się i odpowiedział.
- W pracy. - Wsiadł do samochodu i odjechał. Byłam zła na Dominika. Machnęłam do niego ręką i poszłam, do kuchni, siedziałam przy kuchennym stole i czekałam na niego.
- O co Ci chodzi!?
- Spojrzałam na niego.
- Jak mogłeś!?
- Ale o co ci chodzi?
- Przekupił cię!
- Co!?
- Ten samochód to przekupstwo abyś go polubił.
- Julka głupoty wygadujesz, uprzedziłaś się do niego i tyle, facet jest spoko gadałem z nim.
- I to, że cię polubił od razu podarował ci wóz!?
- Nie ma swoich dzieci i nam chciał podarować samochody, wiedział, że nam się przydadzą.
- Jak jest taki Chojny to niech zaopiekuje się głodującymi dziećmi na ziem.
- Przesadzasz!
- A ty jesteś z byt ufny zaledwie wczoraj podzielałeś moje zdanie.
- Ale czasem nie można skreślać kogoś od razu! – Wrzasnął na mnie i wyszedł. Byłam zła. Ma racie nie można nikogo skreślać od razu, ale Parsiwal naprawdę był podejrzany i nie zmienię o nim zdania jak nie wiem, co. Założyłam kurtkę, czapkę i zabrałam torbę i wyszłam z domu, musiałam się przewietrzyć i przy okazji zwiedzić okolice. Od nas do miasta było gdzieś 4 kilometry, szłam szosom przez las. Podczas drogi żaden samochód mnie nie minął, gdy weszłam do małego miasta Port Clements, poczułam się o wiele lepiej.
Weszłam do małego sklepu. Chodziłam miedzy pułkami, zatrzymałam się przed stoiskiem z gazetami. Wzięłam pierwsza lepszą gazetę i zaczęłam ją przeglądać.
- Co tu robisz!? – Odwróciłam się i zobaczyłam Dominika.
- A ty!?
- Chcesz się zgubić? Upadłaś na głowę, aby tu przyjść na piech.
- Przyszłam na zakupy.
- Wracamy ojciec za raz wróci.
- Zakupy musze zrobić. – Uparłam się, chociaż tak naprawdę nie wiem, po co tu weszła. Wzięłam mleko i jakieś ciastka, po czym podeszłam do lady, za zaplecza wyszła młoda dziewczyna o ciemnych włosach. Gdy zapłaciłam i zabierałam rzeczy zapytała mnie.
- Mieszkasz w opuszczonym domu poza miastem?
- Tak. – Powiedziałam nie pewnie jakbym miała wciąż nadzieje, że to miejsce traktujemy jako hotel i wkrótce wrócimy do domu.
- A twój ojciec pracuje u Parsywala?
- Tak. Przepraszam to jakieś przesłuchanie? – Spuściła wzrok a mi się głupio zrobiło. – Przepraszam nie chciałam cię urazić tylko nie znoszę tego domu a tego całego Parsiwala nad wszystko nie nawiedze. A ten dom jest jakiś nawiedzony, na pewno pomyślisz o mnie jak na wariatkę. – Zaczęłam z nerwów paplać a ona przerwała mi.
- Nie znosisz go? – Zatkało mnie jej pytanie, ale odpowiedziałam
- Tak. Nie chcesz mi powiedzieć, że jesteś jego rodziną? – Przestraszyłam się.
- Nie, nie jestem. Nazywam się Collins i jestem spokrewniona z rodziną, która mieszkała poprzednio w tym domu. – Zamroziło mnie jakby ktoś otworzył drzwi a do pomieszczenia wdarł się arktyczny podmuch wiatru.
- Zapłaciła!? – Ocknęło mnie pytanie Dominika.
-Tak. – Odpowiedziałam wcinasz oszołamiano.
- To świetnie spadamy. – Załapał mnie za kurtkę i wywlekł ze sklepu, gdy drzwi jeszcze się za nami nie zamknęły spojrzałam na dziewczynę a ona wciąż na mnie patrzyłam. Gdy na dobre się ocknęłam spojrzałam na Dominika.
- Tu mieszka rodzina poprzednich właścicieli. – Oderwał wzrok z jezdni i spojrzał na mnie.
- Co takiego?
- Patrz na drogę. – Z niechęcią odwrócił ze mnie wzrok.
- Ta dziewczyna w sklepie to ich rodzina, na pewno wie, co się z nimi stało.
- Julka daj sobie spokój, co mogłoby się z nimi stać? Na pewno wyjechali i tyle. Nie baw się w detektywa. – Maiłam ochotę cos mu powiedzieć, ale to i tak by nie miało sensu otworzyłam ciastka i zaczęłam jeść. – Nie boć taka i poczęstuj mnie. – Zaśmiał się a ja razem z nim.