Zobacz wszytkie serwisy JOE.pl
blogiblog4u.pl blogiblogasek.pl katalog stronwjo.pl avataryavatary.ork.pl czcionkiczcionki.joe.pl aliasydai.pl, ork.pl, j6.pl tapety tapety.joe.pl obrazkiobrazki na NK
Online: ---
zdrowie i choroby
Blog nie aktywny. Dodaj notkę aby usunąć tą informację oraz reklamy w treści bloga
port clements

bohaterowie

Image Hosted by ImageShack.us

opowiadania o McFly

wpisz

moja twórczosc

Image Hosted by ImageShack.us
Image Hosted by ImageShack.us
Image Hosted by ImageShack.us
Image Hosted by ImageShack.us

inne

wpisz

layout

19


Image Hosted by ImageShack.us



Kilka dni później.

Naina dziwnie wciąż się zachowywała, ale nie miałam ochoty, cokolwiek z niej wyciągać. Na pewno to nic poważnego natomiast ja miałam mętlik w głowie. Znałam sekret Owena prawdo podobnie nie cały.
Dzwonek zadzwonił a on wszedł do Sali usiadł koło mnie. Czułam jego spojrzenia na sobie ale nie odwróciłam się w jego stronę tylko słuchałam nauczyciela chociaż jestem pewna że jakby mnie coś zapytał nie znałabym odpowiedzi a szczególnie pytania. Uśmiechnęłam się i spojrzałam od niechcenia przez okno.
Po drugiej stronie stała samochód, czarny z logo jedynego banku w miasteczku. Chwila przecież o to chodziło. Bank. Podniosłam rękę.
- Tak. – Zapytał nauczyciel z nadzieją, że chcę o coś zapytać dotyczącego lekcji.
- Musze wyjść.
- Dobrze. – Powiedział nauczyciel nieco zrezygnowanym głosem. Owen wyprostował się na krześle z nadzieją, że spójże na niego i zawołam, ale nie zrobiłam tego. Musze sama czegoś się dowiedzieć. Wybiegłam ze szkoły i wsiadłam do autobusu. Wysiadłam na trzecim przestanku, przebiegłam dwie przecznice i stałam już przed Bankiem Bolłeja.
Weszłam do środka i na początku powitałam mnie kobieta.
- W czym mogę służyć?
- Znajduje tu się moja skrzynka. – Dobrze, że tata ma tu własną i wiem, na czym te zabezpieczenia polegają.
- Proszę wpisać numer i hasło. – Wskazała na monitor. Tylko spokojnie,. Numer składa się tylko z litery i czterech cyfr. Jeśli się pomylę to po mnie. Wzięłam oddech i wpisałam. K9885
Hasło: 26.
- Strażnik zaprowadzi panią na miejsce. – Powiedziała a mnie ulżyło. Strażnik zaprowadził mnie na miejsce, na stole położył małą skrzynkę i zostawił mnie samą. Nie miała otworu na klucz i bardzo dobrze tylko muszę wpisać kolejne cyfry.
Wbiłam dwie ostatnie 11. Udało się. Otworzyłam skrzyneczkę i ujrzałam małą buteleczkę.
- Jest, tu się znajdowała, dlatego Ojciec Alana powiedział mu to hasło. Zabrałam buteleczkę i wyszłam z banku jak najszybciej.

- Znalazła eliksir ojcze. – Ian siedział w samochodzie przed bankiem.
- To tylko kwestia czasu.
- Mam ją złapać?
- Nie. Jeszcze musimy zdobyć coś ważniejszego. Gdy to zdobędziemy wtedy będziesz mógł zająć się nią i zrobić na złość bratu.
- Dobrze. – Ian uśmiechnął się ironicznie.
- A w kwestii zdobycia księgi to mam kogoś odpowiedniego.
- Masz na myśli.. – Parsiwal przerwał mu.
- Tak, ona będzie się nadawać do tego jak nikt inny.
- Zostaną pokonani własną bronią.
- Racja synu, ale do tego czasu musisz oczarować naszą przebiegłą Julie, aby wpuściła Cię do domu.
- Nie zawiedziesz się ojcze. – Ian rozłączył się i odpalił silnik.


komentarzy 0

18 - Kochał ją


Image Hosted by ImageShack.us


- Zatrzymaj się.
- Podwiozę cię. – Spojrzał na mnie.
- Zatrzymaj się! – Krzyknęłam. Zrobił jak go prosiłam, wysiadłam z samochodu a on za mną. – Zostaw mnie!
- Nie mogę.
- Co? – Odwróciłam się i podeszłam do niego, czekałam jak coś powie, ale milczał. – Co ty knujesz. Kim jesteś? – Patrzyłam mu w oczy i nie potrafiłam z nich nic odczytać, spuściłam głowę i mruknęłam coś pod nosem nawet nie wiem, co. Chciałam się odwrócić a on powiedział.
- Nie mogę ci powiedzieć prawdy nie chce cię narażać.
- Narażać, na co?
- Na niebezpieczeństwo ze strony mojego ojca.
- O czym ty mówisz? – Wciąż na mnie patrzył.
- Parsiwal jest moim ojcem.
- Co? – Cofnęłam się do tyłu.
- Wie o Nainie.
- Co ty wygadujesz?
- Wiem, że w twoim domu jest duch Alana.
- Przychodziłeś szpiegować do nas?
- Nie.
- Nie zbliżaj się do mnie! Udawałeś przyjaciela mojego brata.
- To nie tak jak myślisz. – Podbiegła do niego i złapałam za koszulę.
- Jak coś się stanie mojemu ojcu pożałujesz.
- Nie skrzywdzę cię i twojej rodziny. – Puściłam go i pobiegłam do domu.
Usiadłam na łóżku i zaczęłam płakać.
- Co się stało? – Alan ukucnął i podniósł moją głowę.
- On wie.
- Kto? – Mówił to tak spokojnie.
- Owen jest synem Parsiwala i wie o Nainie.
- No i?
- No i tylko tyle? – Wściekłam się. – Jak tak możesz mówić on nas zdradził! Alan!
- A masz tą pewność?
- Ty cos wiesz? Wszyscy coś prze de mną ukrywacie. Alan jak mam ci pomóc musze znać prawdę. – Milczał – Świetnie! Wiesz, co niech Owen Ci pomoże. A teraz zostaw mnie!
- Julka.
- Zostaw mnie! – Znikł. Położyłam się na łóżku.

Nie mogłam spać, spojrzałam na zegarek dochodziła 2. Wstałam i wyszłam na balkon, spojrzałam na gwiaździste niebo. Już dawno nie widziałam tyle gwiazd na niebie.
- Piękna noc. – Usłyszałam i odwróciłam się i krzyknęłam.
- Co tu robisz?
- Chronię cię? – Szybo wpadłam do domu i chciałam zamknąć drzwi jednak zastawił je nogą i bez wysiłku odtworzy je, odsunęłam się, chciałam krzyczeć pomocy, ale nie mogłam, lecz udało mi się wypowiedzieć Alan.
- Nie pojawi się. – Owen usiadł na moim łóżku.
- Co tu robisz?
- Czas abyś poznała prawdę. – Popatrzył na mnie i dodał. – Uznaliśmy z Alanem.
- Wy się znacie?
- Tak.
- Jakim cudem?
- Alan był to znaczy jest moim przyjacielem.
- Żartujesz!
- Nie Julio.
- To, dlatego Cię bronił. – Zaczęłam chodzić nerwowo po pokoju i miałam ochotę nakrzyczeć na Alana i zrąbie to jak pozbędę się tego dupka.
- Uspokój się.
- Jak mam się uspokoić!? Okazujesz się synem człowieka, który przyczynił się do śmierci sowiego przyjaciela. – Patrzyłam na niego a on spuścił głowę a ja zrozumiałam, że przesadziłam.
- Myślisz, że mi łatwo?
- Przepraszam Cię.
- Wiesz, czemu Parsiwal chce, aby twój ojciec otworzył eliksir stworzony przez ojca Alana?
- Nie.
- Chce ożywić moją matkę.
- Co?
- Popełniła samobójstwo, gdy mój ojciec ich zamordował.
- O matko.
- Prawda jest taka, że nie jestem synem Parsiwala, myślałam tak przez wiele lat. – Mówił a ja nie przerywałam mu, chciałam się dowiedzieć prawdy jak najszybciej. – Przyjaźniłem się z Alanem, nasze rodziny były zaprzyjaźnione. Lecz pewnego dnia ojciec zaczął się wściekać, kłócił się z matka a mnie z dnia nadzień znienawidził. Jego faworytem stał się Ian. Mi kazał się wyprowadzić z domu nie rozumiałem, dlaczego. Potem zginęła Naina. Tylko ja i matka byłyśmy na pogrzebie. Ojciec Alana załamał się. I kilka lat potem weszłam do domu i zobaczyłem mojego przyjaciela leżącego. Nie żył. Kilka dni później moja matka popełniła samobójstwo.
I zjawiłaś się ty w tym opuszczonym domu, dowiedziałem się, że Parsiwal nie bez powodów ściągnął was tu. Dowiedział się, że Naina żyje i stworzyć ten napój do tego jest mu potrzebny twój ojciec. Powiedziałem Alanowi i postanowił ci się pokazać.
- O mało to ja bym nie zginęła. Ale czemu chce przywrócić twoja matkę.
- Kochał ją, szaleńcze i chce ją chyba tym samym pokarać za zdradę. Ona go nienawidziła za to co robił. Zakochała się w ojcu Alana.
- Co!? Chcesz mi powiedzieć, że jesteście braćmi?
- Tak. Nie wiem jeszcze, jak ale musze go powstrzymać, nie mogę pozwolić, aby drugi raz skrzywdził matkę i chce pomści śmierć mojej rodziny. Parsiwal wie, że coś knuje przeciwko niemu i zaczyna podejrzewać i ciebie. Dlatego pojawił się Ian.
- A co on ma z tym wspólnego?
- Jest po stronie ojca.
- To jest jakiś obłęd! Jak mamy go powstrzymać? – Podszedł do mnie i powiedział.
- Julio proszę cię za żadne skarby nie zapraszaj go do domu.
- Czemu?
- Obiecaj mi to. – Kiwnęłam głową tylko. On jeszcze coś ukrywa przed de mną.

komentarzy 0

17 - Przytul mnie


Image Hosted by ImageShack.us


Trzymałam wciąż słuchawkę a on powiedział.
- Ty przyjdziesz czy ja mam do ciebie iść?
- Ani ty ani ja. – Odpowiedziałam i rozłączyłam się. Wzięłam plecak i spakowałam swoje rzeczy i zaczęłam iść do domu swojego domu.
- Zaczekaj. – Odwróciłam się a on był już za mną.
- Ej, jakim cudem ty…
- Czemu mnie obserwowałaś? – Przerwał mi.
- Nie musze ci się spowiadać. Ty mi nie mówisz prawdy. – Odwróciłam się i zrobiłam kilka kroków a on zagrodził mi drogę.
- Nie możesz błąkać się sama po lecie.
- Nie boje się. – Ominęłam go a on znowu mi stanął na drodze, cofnęłam się. – Czego ty od de mnie chcesz?
- Niczego. – Odpowiedział a ja mu się przyglądałam.
- Kim ty jesteś? I co cię wiąże z Parsiwalem? – Oderwał od de mnie wzrok i powiedział.
- Normalnym chłopakiem a z tym Parsiwalem nic mnie nie łaczy nie znam go.
- Czemu kłamiesz? – Nie odpowiedział mi a ja ruszyłam przed siebie chciał mnie złapać za rękę, ale wyrwałam mu się i uciekłam.

Na drugi dzień w szkole było inaczej niż zazwyczaj. Naina dziwnie się zachowywała a Owena nie było. Siedziałam w ławce i zastanawiałam się nad liczbami, które podał ojciec Alana przed śmiercią. Co one mogą oznaczać.
Ocknęłam się dopiero, gdy dzwonek zadzwonił, wstałam i chciałam zagadać do Nainy, ale ona wybiegła z Sali. Chciałam z nią pogadać, ale nigdzie nie mogłam jej znaleźć. Nie dałam rady i nie zostałam na lekcjach. Wróciłam do domu.
- Alan gdzie jesteś? Alan. – Wołałam a jego nie było. Usiadłam na schodach i zaczęłam płakać.
- Czemu płaczesz? – Siedział koło mnie. – Chciałam mu powiedzieć, że nie daje rady chce zrezygnować, ale obiecałam mu. Tylko ja mogę mu pomóc. – Stało się coś?
- Przytul mnie. – Powiedziałam i oparłam się o jego ramie a on mnie obiło. Był zimny, ale mi to nie przeszkadzało, ważne, że był. Otworzyły się drzwi a Alan znikł a ja straciłam równowagę i upadłam na schodek.
- Nic ci nie jest Julka. – Podbiegł do mnie tata.
- Nie nic. Tato.
- Tak. – Opatrywał moją głowę.
- Co ty takiego naprawdę robisz w tej firmie?
- A takie tam. – Uśmiechnął się i poszedł do kuchni pytając. - Chcesz coś zjeść? – Nie potrafiłam odpowiedzieć. On coś wie, on coś wie. – Wybiegłam z domu na polną drogą biegłam aż do drogi głównej i zauważyłam z daleka Owena z jakimś chłopakiem. Kłócili się.
Owen groził mu a tamten pchnął go.
- Owen. – Krzyknęłam. Obydwaj spojrzeli na mnie. Chłopak coś powiedział do niego, ale nie słyszałam.

- To ona.Parsiwal będzie zadowolony jak się dowie, że się z nią spotykasz.
- Piśniesz tylko słowo a załatwię cię. – Owen oddalił się od niego i podszedł do mnie łapiąc za ramie i ciągnąc do samochodu. Trzasnął drzwiami i powiedział do chłopaka jeszcze coś a ja znowu nie słyszałam.

- Trzymaj się od niej z daleka. – Wsiadł do samochodu a ja spojrzałam na chłopaka, patrzył na mnie z pogardą. Ruszyliśmy a Owen zaczął się na mnie wydzierać.
- Po coś ty tu przyszła!?
- Ulica to miejsce publiczne. – Zaśmiał się, ale był zły nie widziałam go nigdy w takim stanie. – Kim on był?
- Ciekawska jak zawsze.
- A ty ukrywasz przed de mną wszystko, kłamiesz i spiskujesz coś z Parsiwalem. – Gdy wymówiłam jego imię Owen ścisnął mocniej kierownice i powiedział.
- Ten chłopak to, to mój brat.
- Brat? – Patrzyłam na niego, ale on na mnie nie spojrzał.


komentarzy 2

16 - Brawo mała, pięknie go spławiłaś


Image Hosted by ImageShack.us



Spóźniłam się na pierwszą lekcję. Postanowiłam nie wchodzić do Sali i poczekać.
Dzwonek zadzwonił a na korytarzu zrobiło się tłoczno. Wszedłem do pustej Sali, nikogo nie było. Usiadłam i czekałam na pozostałych. Powoli zaczęli się wszyscy schodzić. Do klasy weszła Ashly klasowa mis. Gdy mnie dostrzegła zatrzymała się i odwróciła w stronę drzwi i wtedy szedł on. Mój odwieczny wróg.
- Owen masz notatki z biologii? – Wszedł i spojrzał na mnie odwróciłam głowę a potem odpowiedział.
- Mam.
- Pożyczyłbyś mi? Nie zdarzyłam zapisać wszystkiego. – Mówiła tak głośno abym słyszała jakbym siedziała w ostatniej ławce a byłam w pierwszej.
- Jakbyś nie malowała pazurków to byś zdarzyła.- Zaśmiałam się a ona żartobliwie, lecz wyczuwałam rozczarowanie odpowiedziała.
- Ale z ciebie żartowniś. – Usiadła w ławce. Do Sali weszła nasza nauczycielka. Gdzie jest Naina?
Gdy skończyła się lekcja wybiegłam z Sali i znalazłam Dominika. Siedział z kolegami na stołówce. Gdy mnie zauważył, wziął plecak i zaczął iść do wyjścia. Zagrodziłam mu drogę.
- Czego chcesz? Potrzebujesz pomocy? Wybacz karnet na głupiego braciszka wyczerpałaś a nowych już nie rozdaje. – Odsunął mnie i przeszedł przez drzwi. Stałam i patrzyłam jak odchodzi i wtedy usłyszałam.
- Nadal skłóceni? – Odwróciłam się i zobaczyłam go uśmiechniętego. – Czymś się martwisz? – Jego uśmiech znikł.
- Co cię to interesuje!?
- A może pomogę?
- Wątpię.
- Spróbuj a przekonasz się.
- Drażnisz mnie. – Zmarszczyłam czoło i dodałam – Chodzi o Naine, nie było jej.
- O cześć Owen. – Pchnęła mnie Ashly. Zaczęło do niego się uśmiechać jak mysz do sera. Odeszłam. Nie wiem, czemu mu to powiedziałam jest moim wrogiem numer jeden.



Drzwi otworzyła Naina.
- Co ty tu robisz? Nie przyjmę twoich przeprosin.
- Nie przyszedłem przepraszać.
- Tylko?
- Chciałem zapytać jak się czujesz? Widzę, że chora jesteś.
- Przeziębiłam się, ale dziękuje, że fatygowałeś się aż tu.
- Julka się martwiła.
- A Julka zapomniałam zadzwonić do niej, cały dzień spałam.
- To ja pójdę. – Uśmiechnął się, po czym odwrócił a Naina zamknęła drzwi.
- Brawo mała, pięknie go spławiłaś - Naina spojrzała na mężczyznę w czarnym garniturze, tuż obok niego dwóch mężczyzn. Podszedł do niej. – Zrobisz coś dla mnie, jeśli nie chcesz by nic się nie stało twoim znajomym.


- Julka, co ty robisz?
- Pakuje się. – Odpowiedziałam nie patrząc na Alana.
- A po co? – Nie dałam rady, spojrzałam na niego.
- Chce poznać prawdę.
- Jaką?
- O Owenie.
- Po co.
- Bo mnie drażni i coś ukrywa a jak ma to wspólnego z tobą i Nainą i do tego grozi wam niebezpieczeństwo?
- O mnie się nie martw, ale nie pomyślałaś o sobie? – Podeszłam do niego blisko chyba za blisko i powiedziałam.
- Zdradziłeś mi swój sekret i nie ma odwrotu.
- Oszalałaś.
- Inaczej nie potrafię ci pomóc. – Załapałam torbę i zbiegłam do kuchni, wzięłam dwie kanapki, które wcześniej zrobiłam i wybiegłam z domu.
Po godzinie dotarłam w miejsce gdzie porzuciłam jego samochód. Śmieszne było to wszystko że on nadal tam był. Nie wyciągnął go i do tego okłamał mnie z tym siniakiem.
Wyjęłam lornetkę i tak po prostu po chamsku zaczęłam go podglądać.
Dominik! Co on u niego robi!? Po jakimś czasem wyszedł a Owen włączył telewizor, potem wziął telefon i zadzwonił.
Moja komórka zaczęła wibrować w kieszeni to na pewno Naina.
- Słucham
- Jak ci się obserwuje? – Nie potrafiłam wydusić słowa spojrzałam w stonkę domu a on stał przy drzwiach tarasowych i patrzył w moją stronę. Jakim cudem wiedział, że tu jestem?


* Dla tych co pięknie proszą :***
komentarzy 3

15 - ...Nie jest pierwszy na liście moich ulubionych RZECZY


Image Hosted by ImageShack.us


- Jestem. - Weszłam do salonu i zastałam tatę śpiącego na kanapie. Wyłączyłam telewizor i poszłam do siebie. Usiadłam na kanapie i szepnęłam. – Alan.- Pojawił się tuż obok mnie.
- Witaj Julio. – Spojrzałam na niego. Biło od niego ciepło. Gdy na niego patrzyłam czułam jakbym go znała całe życie.
- Nie potrafię.
- Czego?
- Pomóc ci.
- Dasz radę.
Próbuje, ale mi nie wychodzi, jeszcze ten nowy, nie ufam mu.
- A może powinnaś.
- Co ty wygadujesz?
- Czasem lepiej zaufać wrogowi niż przyjacielowi. – Przez chwile zastanawiałam się nad jego słowami. Ocknęłam się jak do mojego pokoju wparował Dominik.
- Gdzieś ty na boga była!?
- O pojawił się mój ulubieniec. – Alan zaśmiał się i znikł ale wciąż czułam jego obecność jakby nadal siedział obok mnie i śmiał się z Dominika.
- Cześć braciszku.
- Nie pogrywaj ze mną
- Co ja takiego zrobiłam?
- Martwiłem się.
- Poszłam się przejść.
- Dzwoniłem do Owena.
- Nie wiem, co ci naopowiadał ten kretyn, ale byłam się przejść po okolicy. Alan potwierdzi. – Zaryzykowałam ale byłam pewna że stanie po mojej stronie. Dominik rozglądał się po pokoju. Alan pojawił się w tym samym miejscu, co wcześniej siedział, a może kilka centymetrów był bliżej mnie? Wydaj mi się tylko, chyba. Patrzyli się na siebie a mi serce podskoczyło do gardła, czyżbym się pomyliła i Alan nie potwierdzi mojego małego kłamstwa.
- Szukasz czegoś? – Odezwał się a Dominik wściekł się.
- Ona kłamie!
- Nie, nie wiem.
- To tak czy nie?
- Nie mam daru jasnowidzenia, ale ja jej wieże. – Spadł mi kamień z serca.
- Obydwoje kłamiecie. Już wam nie pomogę. – Wyszedł z pokoju trzaskając drzwiami.
- Nerwus. – Zaśmiałam się.
- Nie powinnaś kłamać.
- Nie mogłam mu powiedzieć prawdy.
- Dominik jak jest to jest, nie ukrywam, że nie jest pierwszy na liście moich ulubionych RZECZY, ale pomaga Ci. W podzięce powinnaś go nie okłamywać. – Zrobiło mi się głupio i wiedziałam, że musze coś zrobić, aby nie na mnie nie gniewał, ale i tak nie powiem mu prawdy. Oczy mi się zaczęły kleić. Położyłam się. – Dobranoc Julio
- Dobranoc Alan i dziękuje.
- Za co? – Zapytał a jego głos poruszyło moje serce jakbym dostała podwójnej dawki kofeiny.
- Za to, że w mnie wierzysz. – Zamknęłam oczy.

Ranek.
- Pobudka. – Zaczął budzić mnie czyjś głos. Nie należał do nikogo mi znanego a na pewno nie do osoby, która mnie wczoraj usypiała. Otworzyłam oczy i wrzasnęłam i natychmiast przykryłam się kocem, ale i tak miałam wczorajsze ubranie na sobie.
- Co ty robisz w moim domu!?
- Przyjechałem po Dominika. Właśnie kłuci się ze swoim ojcem wiedz im nie przeszkadza.
- Ale to nie powód aby siedzieć w moim pokoju. – Rozejrzał się a ja miałam, ochote zawołać Alana, ale nie mogłam.
- Skasowałaś mi samochód.
- To nie moja wina, że nie potrafi jechać prosto.
- He przyznaj się, że nie potrafisz jeździć samochodem.
- Czy to ważne? Powiedz mi, czemu mnie wyprosiłeś?
- chciałaś u mnie nocować?
- Daj spokój! Kim oni byli?
- Kto?
- ci ludzie w domu.
- Nie wiem, o czym mówisz.
- Kłamiesz! A ten siniak?
- Uderzyłem się o gałąź jak próbowałem wydostać samochód. – Do pokoju wszedł Dominik spojrzał na mnie a potem na Owena.
- Idziesz?
- Tak. – Odwrócił się a ja wybiegłam za nimi krzycząc.
- Dominik pogadajmy.
- Nie mamy, o czym. – Odpowiedział ozięble i wyszedł z Owenem.



• Tak długo mnie tu nie było. :(
• Przepraszam nie mam nic na swoje wytłumaczenie. :**
• Dziękuje wszystkim odwiedzającym, czytającym i KOMENTUJĄCYM
• Ana Judd

komentarzy 5

14 - Czosnek. - Myślałaś, że jestem wampirem?

Image Hosted by ImageShack.us


Weszłam za nim do domu a drzwi za mną zamknęły się. Podskoczyłam i obejrzałam się, ale nikogo nie było, nikogo, kto by mógł je zamknąć. Spojrzałam przed siebie, ale nigdzie go nie było. Szłam nie pewnie do póki nie usłyszałam.
- Na prawo. – Skręciłam i weszłam do małej i zarazem przytulnej kuchni. Przy oknach były przywieszone suszone kwiaty i pęczki czosnku a na parapecie doniczki z ziołami. I wtedy zwróciłam uwagę na niego stał przy kuchence. Zapalił palnik położył patelnię z mięsem. A w garczku obok robił sos.
- Co robisz?
- Zobaczysz.
- Fajne okno. – Spojrzał na okno a potem na mnie.
- Lubię zioła a przede wszystkim włoską kuchnie.
- Czosnek.
- Myślałaś, że jestem wampirem?
- Nie.
- Do dobrze, że nim nie jestem, bo jestem strasznie głody a to by dla ciebie źle się skończyło.
- Dowcipny jesteś.
- Staram się.
- To powiesz mi, kim jesteś? – Odwrócił się i zajrzał do szafki, wyjął dwie szklanki z serii „władca Pierścieni” Po Nutelli. Spojrzałam na niego znacząco.
- Zanieś je do salonu, jak wyjdziesz to na lewo. – Wręcz wypchał mnie z kuchni. Weszłam do salonu, postawiłam szklanki na stole i wtedy i on się zjawił ze dzbankiem soku. Odsunęłam się pytając.
- To powiesz mi, kim jesteś?
- Kolegom twojego brata.
- To ja wiem. Coś więcej.
- Jestem nie śmiały, nie lubię mówić o sobie, pogadajmy o tobie.
- Czemu mnie tu przywiozłeś.
- O chwila ja cię nie wsadziłem do samochodu sama wlazłaś.
- Nie odwracaj kota ogonem. Kim jesteś!?
- Wróciłem do rodzinnego domu, chce skończyć tu szkołę.
- Znasz Parsiwala.
- Nie.
- A co robiłeś w jego biurze.
- Zwiedzałem budynek.
- Nie nabijaj się.
- Ale nie nabijam się, chce iść na architekturę.
- Lepiej będzie jak pójdę sobie.
- Zaczekaj jeszcze nie zjadłaś mojego dania.
- Nie mam ochoty. – I w tym czasie zaczął dzwonić telefon. Wyszedł na korytarz. Słyszał jak się kimś kłuci przez telefon. Gdy skończył szybko wbiegł do salonu.
- Musisz już iść.
- Co się stało? – Podszedł do jednej z szafek i wyjął z niej kluczyki i podbiegł do mnie i złapał mnie za rękę.
- Pojedziesz moim samochodem do domu. – Ciągnął mnie przez długi korytarz.
- Co się dzieje? – Weszliśmy do wielkiego garażu. Stało w nim dwa samochody. Podeszliśmy do czarnej terenówki, otworzył mi drzwi i wsadził do samochodu. - Powiesz mi, co się dzieje?
- Nie ma czasu na wyjaśnienie. Jedź drogą, która jest za domem. Nie zatrzymuj się i nikomu nie mów, że tu byłaś. – Trzasnął drzwiami i podbiegł do drzwi nacisnął guzik i otworzyły się. Ja odpaliłam samochód ruszyłam, gdy przejeżdżałam koło niego zatrzymałam się i odsunęłam okno.
- Jedź ze mną. – Podszedł do drzwi i powiedział.
- Nie mogę.
- Co się dzieje.
- Nie martw się o mnie, nic mi nie będzie. Proszę jedź i nie zatrzymuj się. Obiecaj mi.
- Dobrze. – Odsunął się a ja ruszając nie spuszczałam z niego wzorku. Jechałam polną drogą, światła miała wyłączone. Odwróciłam się i ujrzałam podjeżdżające samochód pod jego dom. I wtedy gwałtownie skręciłam w lewo i zjechałam w duł.



- Kto się dobija o tej godzinie!? – Naina zbiegła ze schodów i otworzyła drzwi. – Powiedz mi że to sen.
- Śnisz o mnie? – Dominik uśmiechnął się a Naina chciała zamknąć przed nim drzwi, ale Dominik był szybszy i zastawił je nogą.
- Skończyłam z tobą gadać już.
- Martwię się o Julkę.
- Na pewno gdzieś jest.
- Ona nigdy nie znikała bez śladu. Na pewno by dała znać.
- Nie znasz nikogo, z kim by mogła się spotkać?
- Ona z nikim się nie koleguje oprócz ciebie. Ale chwila Owen
- Owen?
- Mój kolega ona go zna, on był u Parsiwala w biurze mówiła mi.
- Dzwoń do niego do cholery!

Telefon leżał na środku salonu, drzwi frontowe zamknęły się. Telefon zaczął dzwonić. Owen leżał koło kominka na podłodze.

- Nie odbiera!
- Dzwoń do oporu.
- Gdzie idziesz?
- Wiesz gdzie on mieszka?
- Tak.
- Czekaj na mnie przed garażem. – Dominik wyszedł.

Owen sięgnął za komórkę.
- Słucham
- Owen wiesz gdzie jest Julka?
- Powinna być za chwile w domu. Nie mogę rozmawiać.
- Zaczekaj! – Garaż się otworzył - Naina dodzwoniłem się do niego.
- I co?
- Powiedział, że powinna być za chwile w domu i się rozłączył.
- Zaczekajmy gdzieś 20 minut i zadzwonisz do domu.
- Dobry pomysł.
- Ja zawsze wpadam na dobre pomysły w porównaniu do ciebie.
- Nie zaproponujesz mi herbaty.
- Nie.

Owen podszedł do lodówki i wyjął kostki lodu, zawinął je w ścierkę i przyłożył do twarzy. Po czym podszedł do laptopa.
- Za raz zobaczymy czy już dotarłaś do domu. – Przez chwile patrzył w monitor. – O nie! – Opuścił ścierkę na podłogę i wybiegł z domu.

komentarzy 3

13 - Stary daj sobie z nią spokój, jest wiele fajniejszych lasek w szkole...

Image Hosted by ImageShack.us



Dominik wszedł do domu.
- Co ci się stało.
- Nie pytaj lepiej. – Ominął ojca i usiadł przy stole kuchennym.
- Jak mam nie pytać jak widzę limo pod okiem. Biłeś się!?
- Nie tato, przewróciłem się.
- Nie kłam.
- Ale w tym przypadku nie kłamie, naprawdę przewróciłem się i upadłem.
- A gdzie jest Julka?
- Na pewno na górze gada z Alanem.
- Alanem!? Kto to? – Dominik spojrzał na ojca.
- Chodziło mi, o Ale jej koleżankę z Polski.
- Nie słyszałem o niej. A zresztą nie ma jej. Dzwoniłem na jej komórkę, ale zostawiła.
- Nie ma jej!?
- Nie.
- Za raz wrócę. – Dominki pobiegł na górę i wszedł do pokoju. – Alan nie wiesz gdzie jest moja siostra.
- Nie. – Pojawił się tuż koło niego. – Co ci się stało?
- To przez twoją siostrę.
- Naina ci to zrobiła?- Zaczął się śmiać.
- Bardzo śmieszne. A teraz powiedź gdzie ona jest.
- Nie wiem.
- Wrrrr nie znoszę cię. – Wybiegł z pokoju a Alan powiedział do siebie.
- Ja ciebie też. – I znikł.
- Tato nie długo będę z Julką.
- Ale pospieszcie się bo robię kolację.

Dominik znajdował się pod sklepem, ale był zamknięty. Dostrzegł wychodzącą zaplecza Naine i zaczął do niej machać. Podeszła do drzwi.
- Czego tu jeszcze szukasz?
- Nie widziałaś Julki?
- Nie było jej. Na pewno poszła do koleżanki. A teraz odsuń się, bo chce zamknąć sklep. – Naina zamknęła drzwi. Wychodząc zobaczyła Dominika stojącego przy samochodzie.
- Odwiozę cię.
- Dzięki ale nie wsiądę do tego samochodu. Przejdę się.
- O tej porze jest niebezpiecznie.
- Dam sobie radę. – Naina uszła kawałek i odwróciła się. – Czemu za mną liżesz?
- Czy to jest w tym mieście zabronione spacerowanie po ulicy? – Naina nic nie powiedziała tylko odwróciła się i zaczęła iść przed siebie. Dominik wciąż za nią szedł po chwili nie wytrzymał i zapytał.
- Nie boisz się, że Parsiwal dowie się, kim jesteś i będzie chciał cię zabić. Na pewno wkrótce się dowie. – Naina zatrzymała się i spojrzała na niego.
- Bardzo ci dziękuje za streszczanie mojego życia. Niczego mi tak nie brakowało jak dowiedzieć się, że niedługo zginę! – Zaczęła iść szybciej.
- Przeprasza! – Domink dostrzegł z przeciwka nadjeżdżający samochód. – Parsiwal, co on tu robi? Miało go nie być. Naina stój!
- Spadaj! – Nie posłuchała go i nie zatrzymała się. Podbiegł do niej i złapał, spojrzała na niego.
- Parsiwal – Szepnął a ona pobladła. Samochód zbliżał się do nich.
- I co teraz? – Zapytała wciąż na niego patrząc. A on pocałował ją.
- Co robisz? – Wyrwała się.
- Ratuje Ci życie! – Przyciągnął ją do siebie i zaczęli się całować. Czarny samochód zatrzymał się a szyba odsunęła się.
- Dominik!? – Obydwoje spojrzeli na samochód.
- Kevin!? Co ty tu robisz?
- Ojciec kupił nowy samochód, musiałem się przejechać. Ale co ty robisz tu z nią!? Mówiłeś że jej nie znosisz. – Naina spojrzała na niego i powiedział.
- I to niby Parsiwal. Dupek. – Wyminęła go i zaczęła biec.
- Naina zaczekaj!
- Stary daj sobie z nią spokój, jest wiele fajniejszych lasek w szkole a ona do nich nie należy, jest dziwna.
- Przymknij się!
- Ok., Ok. wsiadaj nerwusie podwiozę cię. – Dominik wsiadł do samochodu trzaskając przy tym mocno drzwiami. – Ten samochód mamy zaledwie kilka godzin, ojciec by mnie zabił jakbym już go uszkodziła.
- Przepraszam.


- Gdzieś ty mnie przywiózł?
- To mój dom. – Uśmiechnął się szyderczo i wysiał z samochodu. – Idziesz czy masz zamiar w nim siedzieć całą noc? – Wysiadłam z samochodu a alarm sam się załączył. Wskazał mi wejście. – Choć nic ci nie zrobię.
- A jaką mam pewność?
- Nie gustuje w małolatach. – Wkurzył mnie ten gbur. Ja małolata!?
komentarzy 4

12 - Co tak stoisz? Przynieś lud!

Image Hosted by ImageShack.us


Szybko wstałam i podbiegłam do niego.
- Co tu robisz!? – Szeptałam, aby nikt nas nie usłyszał.
- Wpadłem Cię odwiedzić. – Odpowiadał z uśmiechem na twarzy.
- Czego od de mnie chcesz?
- Dowiedzieć się, co robiłaś w biurze Parsiwala.
- Zgubiłam się nie można? – W tym samym czasie do salonu wszedł Dominik.
- Wiedzę, że się już poznaliście.
- To wy się znacie? – Zapytałam wskazując na tajemniczego chłopaka.
- To mój kolega a co?
- Mogę cię prosić na bok?
- Po co?
- Nie pytaj. – Skrzywiłam się i wyszłam z salonu a on za mną.
- O co chodzi?
- Byłam dzisiaj w biurze Parsiwala.
- Gdzieś ty była!? – Wydarł się.
- Nie wydzieraj się aż tak! Słuchaj on tam był.
- Kto?
- Ten, twój kolega.
- On!?
- Tak. Nie ufaj mu!
- Chyba tobie nie powinienem ufać.
- Mi!? – Złapał mnie za rękę i pociągnął za sobą weszliśmy do mojego pokoju i zamknął drzwi.
- Alan. – Wrzasnął i nagle koło niego pojawił się.
- Czemu zakłócasz mój spokój?– Alan powiedział to w taki sposób, że o mało nie zaczęłam się śmiać ale Dominikowi nie było do śmiechu.
- Moja nie odpowiedzialna siostra znowu poszła do biura Parsiwala. – Alan spojrzał na mnie a Dominik dodał.
- Nie mam teraz czasu, ale zajmij się nią. – Wyszedł trzaskając drzwiami.
- Czemu mi to robisz? – Zapytał spokojnie.
- Co takiego?
- Czemu zmuszasz mnie abym przyznał mu racie?
- Przecież nie musisz. – Uśmiechnęłam się do niego, ale on ani drgnął, po czym powiedział.
- Z bólem serca popieram go. Jesteś nie odpowiedzialna, tym samym możesz narazić siebie na niebezpieczeństwo jak i swoją rodzinę.
- Słuchaj nie było naszych zdjęć już. Biuro było puste i gdy miałam wychodzić przyłapał mnie ten natarczywy koleś, jest na dole. – Alan nic nie powiedział. – Dominik się z nim koleguje, moim zdaniem on jest od Parsiwala.
- Nie chuć już tam.
- Alana! On jest na dole! Nie interesuje cię, kim on jest?
- Musze już iść.
- Ale gdzie!? – Zniknął. – Zwariuje przez nich. – Podeszłam do okna Dominik rozmawiał z tym chłopakiem nagle Dominik wsiadł do swojego samochodu i odjechał, a chłopak spojrzał w stronę mojego okna uśmiechnął się i zaczął iść w stronę swojego samochodu. – Nie zostawię tego tak. – Wybiegłam z domu. – Ej ty! – Krzyknęłam a on odwrócił się i z uśmiechem zapytała.
- Już myślałem, że nie zejdziesz. – Podeszłam do niego, ale ostatecznie daleko, aby nie rzucił na mnie jakiegoś czaru. Pomyślałam w myślach i chciało mi się śmiać z mojej przesadnej wyobraźni.
- Kim jesteś?
- Twoim koszmarem. – Zaczął się śmiać.
- To nie jest zabawne!
- Nie? A ja myślałam, że tak. – Ten bezczelny chłopak zaczyna grać mi mocno na nerwach.
- Powiesz mi, kim jesteś czy nie!? Ja już tu traciłam cierpliwość a on w bezczelny sposób pokiwał głową uśmiechając się do mnie, po czym wsiadł do samochodu.
- Ej! – Krzyknęłam i wsiadłam do samochodu nawet nie wiem, czemu to zrobiłam.
- Nie boisz się? – Zapytał już o wiele poważniej niż był tym dowcipnym a za razem denerwującym chłopakiem przed samochodem, przestraszyłam się. Już sięgałam za klamkę jak zablokował drzwi spojrzałam na niego, nogi mi się zaczęły trzęś. Dlaczego odkąd tu jestem zawsze musze się pakować w tarapaty? Uśmiechnął się szyderczo i ruszył.

Image Hosted by ImageShack.us


Dominik wszedł do sklepu.
- O nie!
- Co tu robisz!? – Naina wrzasnęła.
- A ty!?
- Pracuje.
- A ja przyszedłem zrobić zakupy.
- Nie ma innych sklepów?
- Tak się składa, że na tej wsi nie ma żadnego dużego sklepu niestety jest tylko jeden i to ten.
- Miastowy się znalazł.
- Na pewno nie widziałaś miasta.
- Jesteś bezczelny!
- Nie mniej niż ty.
- I ktoś taki ma pomóc mojej rodzinie!?
- Niestety innych super bohatera nie było w okolicy, co ja mówię na całym świecie a że ja nikogo nie zostawiam w kłopotach to się zgodziłem. – Ściszył głos i dodał. – Ale musisz mi słono zapłacić. – Zaczął chichotać a Naina zamachnęła się i uderzyła go w twarz Dominik wpadł na stojące w kilku rządkach puszki kukurydzy. Gdy wygrzebał się z nich spojrzał na nią i wrzasnął.
- Ca co to!?
- Za bezinteresownego super bohatera. – była z siebie dumna a Dominik wstał i w tym samym czasie do sklepu weszła starsza kobieta.
- Co tu się dzieje!? – Spojrzała na Dominika pod okiem robiła mu się fioletowa plama. – Biliście się?
- Nie proszę Panią – Zaczął Dominik słodko. – Naina rzuciła się na mnie i zaczęła mnie całować a ja nie wytrzymałem naporu jej ciężaru i wpadłem na kukurydzę i upadłem na jedną i stąd to limo.
- Biedaczek – Kobieta spojrzała na nią. – Naina jak tak mogłaś.
- Ale…
- Co tak stoisz? Przynieś lud! – Domink stał za kobietą i śmiał się bezgłośnie. Naina odwróciła się i poszła na zaplecze po chwili wróciła, złapał Dominika z włosy, skrzywił się a ona i z całe siły przyłożyła mu do twarzy zimny kompres, zajęczał z bólu a kobieta powtarzała.
- Biedny chłopiec a Naina za każdym razem mocniej ściskała jego włosy.
- Już wystarczy tych kompresów. – Wyjęczał.
- O nie! Jeszcze trochę. – Powiedział kobieta a Naina uśmiechnęła się szyderczo.




komentarzy 4

11 - Cześć złodziejko!

Przepraszam za ten odcinek. :(
Ana

Image Hosted by ImageShack.us


Przez ostatnie dni staraliśmy się zachowywać normalnie. Dominik chodził na imprezy. Natomiast ja nie miałam ochotę, ale zostałam zmuszona.
Próbowałam również wyciągnąć coś od Alana na temat L. Ale bez skutku.
Z Nainą widywałam się tylko na fizyce. Napisałam jej na kartce, co zobaczyłam w biurze Parsiwala w zamiast tego podarowała mi kopniaka pod ławką i powiedziała, że jestem głupia.
Gdy już szykowałam się do zamknięcia mojego podręcznika drzwi do klasy się otworzyliśmy i szedł nasz dyrektor. Był dość niski i łysawy, ale przemiły z niego człowiek. Wchodząc przeprosił nasza nauczycielkę, że przerywa potem przedstawił nam nowego ucznia, on w porównaniu do naszego dyrektora był wysoki. Dziewczyny siedzące na końcu od razu się wyprostowały i nie spuszczały chłopaka z oczu. Spojrzałam na Nainę ona patrzyła się na niego jak na obrazek. Szepnęłam jej do ucha.
- Nie śliń się do niego tak natarczywie. – Ocknęła się i spojrzała na mnie. Gdy tylko wyszedł dyrektor dzionek zadzwonił na przerwę. Dziewczyny z ostatniej ławki szybko podbiegły do chłopaka i zaoferowały pomoc. Ku mojemu zdziwieniu odmówił im i przeprosił tym samym. Uśmiechając się wyszedł z klasy. Założyłam plecak i wyszłam. Dzisiaj po mnie miał przyjechać ojciec.
Wsiadłam do samochodu.
- Cześć kochanie!
- Cieszę się, że po mnie przyjechałeś.
- Naprawdę?
- Oczywiście i tak bym wracała na piechotę.
- A Dominik?
- Ma jeszcze jedne zajęcia a potem z kolegami wyskoczy gdzieś.
- A ty?
- Co ja?
- Dzisiaj piątek wychodzisz idziesz? Masz przyjaciół?
- Mam dużo nauki. A jeśli chodzi o przyjaciół to mam jedną koleżankę.
- To zaproś ją na noc.
- Chciałabym, ale chyba, kiedy indziej.
- Dlaczego?
- Długa historia. Ej to nie jest droga do domu.
- Tylko skoczę na 15 minut do laboratorium, jeśli nie chcesz to cię zawiozę do domu.
- Do laboratorium mówisz.
- Tak.
- Mi to nie przeszkadza.
- To się cieszę.
- A Pan Parsiwal jest w bójże?
- Nie ma go, wyjechał wczoraj w jakiś interesach.
- Aha.
- To idziesz ze mną?
- Zostanę z samochodzie.
- Jak chcesz. – Gdy wszedł do budynku wyjęłam klucze ze stacyjki i wysiadłam z samochodu. Szybko pobiegłam do wejścia a potem do windy i pojechałam na samą górę. Wychodząc rozejrzałam się dokoła upewniając się tym samym, że nikogo nie ma. Weszłam do drugiego pokoju, ale był pusty, żadnych zdjęć. Zaczęłam grzebać w szufladach, ale nic, co by mogło mnie zainteresować nie znalazłam.
- Co tu robisz!? – Usłyszałam za sobą, już ten głos gdzieś słyszałam, ale na pewno nie należał do Parsiwala. Powoli się odwróciłam.
- To ty!? – To był chłopak, który przyszedł na fizykę. – Co tu robisz?
- Zapytałem cię pierwszy.
- Nie będę ci się tłumaczyć. – Zaczęłam iść do drzwi, złapał mnie za rękę.
- Ciekawe jestem, co powie Parsiwal na to, że tu jesteś.
- Pracujesz dla niego?
- Kto tam jest? – Usłyszeliśmy kroki na korytarzu, spojrzeliśmy się na siebie. Byłam przerażona, wyda mnie jak nic. Ale pociągnął mnie za sobą i obydwoje weszliśmy z powrotem do małego pokoju i zamknął drzwi.
- Co ty…. – Nie dokończyłam jak zatkał mi ustał dłonią. Strażnik wszedł do biura, modliłam się, aby tylko tu nie wszedł natomiast on nasłuchiwał się. Gdy strażnik wyszedł i zamknął za sobą drzwi, chłopak na mnie spojrzała i odsunął się.
- Czemu mnie nie wydałeś? – Nie odpowiedział tylko wyszedł z pokoju a ja stałam, po chwili wyszłam, ale jego już nie było w biurze. Wybiegłam na korytarz, ale nigdzie go nie było.
- Gdzieś ty była? – Tata stał przy samochodzie.
- Przepraszam byłam w łazience.
- Aha. Jedzmy już do domu. – Przez cała podróż myślałam, czemu już nie było naszych zdjęć? Czyżby się domyślił, że ktoś był w jego biurze? Albo dał sobie spokój, ale na to nie liczę. I kim jest ten chłopak?
Miałam, ochote komuś powiedzieć, ale zdaje sobie sprawę, że dostanę manto.
Tata poszedł do kuchni a ja usiadłam na kanapie i nagle usłyszała.
- Co porabiałaś? – Spojrzałam w prawo a koło mnie siedział Alan.
- A nic ciekawego. – Skłamałam.
- Widziałaś się z Nainą?
- Tak.
- Co u niej?
- Dobrze, kazała cię pozdrowić.
- Coś się stało? Jesteś jakaś nie obecna.
- Wszystko ok.
- Jestem w domu! – Krzyknął Dominik, poszedł do kuchni, ale oprócz niego ktoś jeszcze był.
- Zmykaj Alan, jeżeli nie chcesz przestraszyć nowej panienki, Domiego. – Alan uśmiechnął się do mnie czule i już wiedziałam, co mu chodzi po głowie. Zniknął i po chwili usłyszałam kroki.
- Cześć złodziejko! – Odwróciłam się szybko i ujrzałam znowu tego samego chłopaka. Czyżby przyszedł na mnie naskarżyć?
komentarzy 3

10 - L

Witam!
Przepraszam że tak długo tu nic nie dodawałam ale dopadła mnie niemoc twórcza. :D
I do tego moje nowe zainteresowanie pochłonęło mnie na podwójnego maksa, że się nie wyrabiam z pozostałymi rzeczami. :D

Mam nadzieje, że wybaczycie mi i to że ten odc jest trochę nudny. :D

Pozdrawiam.
AnaJudd.


Image Hosted by ImageShack.us


- Gdy to powiedział znikł, nie wołałam go, czułam że chce być sam. Nogi nadal mi się trzęsły. Zrobiłam pierwszy krok udało mi się nie stracić równowagi. Zaszłam do kuchni.
- cześć tato!
- witaj kochanie. Stało się coś?
- Nie, a dlaczego pytasz?
- Źle wyglądasz.
- Przemęczona jestem dużo zajęć mamy w szkole.
- A macie przyjaciół jakiś?
- przyjaciół o tak. – Dominik zaczął rozmawiać z tatą a ja starałam się sobie wszystko poukładać w głowie. Dlaczego właśnie ja? Czemu Alan wybrał mnie? Czemu ja poznałam całą prawdę? Chciałam znać odpowiedz teraz, ale musze zaczekać. Spojrzałam na tatę i zapytałam.
- Idziesz jutro do pracy?
- Tak, ale na kilka godzin, a co?
- Mogę iść tobą? – Dominik na mnie spojrzał a tata odpowiedział, radośnie.
- Tak.
- Dziękuje. - Zmusiłam się do uśmiechu i dodała. – To ja się pójdę położyć. Wstałam i wyszłam z kuchni nie poszłam do salonu jak zwykle tylko do mojego pokoju. Położyłam się w kłębek i przykryłam się kocem.

- Julka wstawaj. – Otworzyłam oczy.
- Tata?
- Jedziesz ze mną?
- A tak, tak. – Zerwałam się z łóżka i pobiegłam do łazienki. Po chwili byłam gotowa.

Spędziłam z tata w laboratorium dwie godziny. Tata miał jeszcze zostać kolejne dwie a ja postanowiłam, że wrócę już do domu.
Gdy wyszłam z laboratorium weszłam do windy zamiast zjechać na dół pojechałam na samą górę. Była Sobota wiedz nikogo nie było. Wyszłam z windy i dyskretnie weszłam do biura Parsiwala. Zaczęłam się rozglądać. W poszukiwaniu do końca nie wiedziałam, czego. Nagle usłyszałam kroki w korytarzu. Szybko schowałam się za drzwiami, które były obok regału. Przez uchylone drzwi dostrzegłam, mężczyznę, którego widziałam często z Parsiwalem. Wziął z biurka kapelusz i wyszedł.
- Mało brakowało. – Odwróciłam się i ujrzałam coś przerażającego. Na ścianie było mnóstwo zdjęć, moich, gdy szłam do szkoły, Dominika również.
- O nie! – Na samej górze zobaczyłam zdjęcie z dnia, kiedy spotkałam się z Nainą na skrzyżowaniu 108. – On wie. – Już miałam się odwrócić, gdy przykuło mojej uwadze zdjęcie czarnego zeszyt a na nim było napisane „Notatnik Śmierci” – A to, co to? – Zdjęłam zdjęcie z tablicy i wybiegłam z biura.

Weszłam do domu, ale nikogo nie było.
- Alan! Alan pokaż się.
- Słucham. – Aż podskoczyłam jak usłyszałam jego aksamitny głos za sobą. Odwróciłam się i zaprałam.
- Słyszałeś o Notatniku Śmierci?
- Notatnik śmierci. – Zamyślił się, po czym spojrzał na mnie i zapytał.
- Skąd o nim wiesz?
- Wiesz, co to jest?
- Odpowiedz mi na pytanie.
- Alan nie czas na to. Co to jest?
- Nie chcesz mi powiedzieć, że byłaś u niego. – Do domu wszedł Dominik.
- Cześć wam! – Spojrzał na nas i dodał. – Coś się stało?
- Myślałem, że tylko ty jesteś nie poważny w tej rodzinie.
- Dzięki. – Odpowiedział nieco obrażony Dominika a Alan dokończył.
- Lecz twoja siostra jest gorsza. Wiesz, co zrobiła? – Alan spojrzał na niego.
- Co?
- Była u Parsiwala i założę się, że w biurze. – Dominik wrzasnął na mnie.
- Czyś ty oszalała!? Bawisz się w super bohaterkę czy co?
- Nie wydzieraj się na mnie!
- Z niesmakiem musze mu przyznać racie. – Powiedział Alan a Dominik się uśmiechnął.
- Po co tam poszła? – Wypytywał mnie Dominik, czułam się jak na przesłuchani tylko brakowało krzesła i drewnianego stołu.
- Zamknijcie się obydwoje! Nikt mnie nie widział! W biurze Parsiwala jest drugie pomieszczenie, znalazłam tam nasze zdjęcie. A przede wszystkim zdjęcie Nainy. – Mówiąc to spojrzałam na Alana, było widać, że się przejął, ale nic nie powiedział a ja mówiłam dalej. Jeszcze znalazłam to. – Pokazałam zdjęcie Dominikowi.
- Notatnik śmierci. Co to jest?
- Osoba, której imię i nazwisko zostaną zapisane w tym notesie, umrze – Alan stał odwrócony do nas plecami.
- Przecież takie rzeczy istnieją tylko w filmach. – Alan spojrzał na Dominika i powiedział śmiejąc się.
- Ja też miałem istnieć tylko w filmie. – Dominik nadal był przerażony a ja zapytałam.
- Istnieje ten notatnik? Alan nie odpowiedział mi tylko zaczął sobie zadawać pytanie.
- Po co mu ten notatnik i mikstura ojca?
- To istnieje notatnik? – Bez skutku go wypytywałam a ten nawet nie zwracał na mnie uwagi.
- Chyba, że twój ojciec pracuje nad czyś innym.
- Nad czym?.
- Możliwe, że chce coś lepszego niż żartobliwie to nazwie” eliksir życia” chyba, że chce być nie śmiertelny.
- Nieśmiertelny!? – Spojrzał na mnie już i powiedział.
- Pomyślcie. Gdy by zdobył notatnik śmierci mógłby zabić każdego, kto by mu stanął na drodze a gdy był do tego nieśmiertelny stałby się władca świata. – Z tego wszystkiego usiadłam na podłodze i zapytałam.
- A, kto ma ten notatnik?
- L
- Co za L?



komentarzy 2

layout